Opublikowano 6 komentarzy

Można szukać czy nie?

Jak jest naprawdę? Wolno czy nie wolno? Zgoda czy bez? Jakie papiery trzeba posiadać, a może nie są potrzebne? Co z nagrodami? Jakie konsekwencje? A może gdzieś się najlepiej zapisać i mieć legitymacje?! Można kupić wykrywacz metalu czy będzie to nas kosztować utratę wolności i pieniędzy?

Koszty poniesiemy na pewno, głównie na zakup sprzętu. Hobby zawsze kosztuje i tego nie unikniemy. Nie ma szans. Masz zaborczego partnera/żonę /męża czy problemy finansowe – może być ciężko. Czytaj ten artykuł najlepiej w samotności i przy zgaszonym świetle, ale mimo to pamiętaj nigdy się nie poddawaj!

Sprawa zmian prawa wprowadziła pewne zamieszenie i zmianę kwalifikacji czynu…tylko nas to nie dotyczy. Dlaczego? Z prostego powodu, nie szukamy zabytków, a nawet jeśli je znajdziemy, to naszym obowiązkiem jest to zgłosić czy szukamy ze zgodami WKZ czy samą zgodą właściciela gruntu.Zgłosić należy również niewybuchy. Zabytki są własnością państwa czy to się nam podoba czy nie.

Zatem jedyna rzecz to zgoda właściciela gruntu, czy pisemna, czy ustna zależy od stopnia znajomości i zaufania. Na to musicie sobie odpowiedzieć sami. Wiem, że można dywagować na ten temat w nieskończoność co będzie, jeśli… ale to nie ma znaczenia. Prawo mówi jasno, jeśli nie szukasz zabytków potrzebujesz tylko zgody właściciela gruntu. Nie mając zgody narażamy się sytuacje które do przyjemnych nie należą np. obciążenie kosztami za szkody jakie zrobimy na nie swoim terenie. Kultura osobista wymaga pytać tak jak zakopywać po sobie dołki o śmieceniu nie wspomnę, to się wynosi z domu.

W przypadku Lasów Państwowych występujemy o zgodę z danego nadleśnictwa. Zasada numer jeden: asertywność, rozmowa i pozytywne nastawienie, bo kto odmówi wariatowi, który słucha ziemi?! Taka postawa otworzy nam każde drzwi i oszczędzi przejażdżki na tylnym siedzeniu radiowozu. Archeolodzy, policjanci czy rolnicy to też ludzie. Za 5 minut przyjemnej konwersacji jeszcze nam pomogą i pokażą, gdzie szukać.

Jeśli chodzi o plaże i zbiorniki wodne to pierwszą podpowiedzią jest regulamin kąpieliska, z niego dowiadujemy się czy można czy nie. W przypadku prywatnych miejsc pozostaje zawsze sprawdzić u właściciela.

Ostatni temat to stowarzyszenia. Jeśli się chcesz integrować i działać w grupie to rób to. Powyższe zasady są dla stowarzyszeń identyczne, oczywiście, zawsze istnieją układy i możliwości. Pytanie czy chcesz za to płacić wpisowe, czy wolisz być Samotnym Wilkiem? Jeśli popełnisz błąd stowarzyszenie cię nie uratuje. Pamiętaj o tym i nie wierz we wszystko co chcą ci sprzedać sprzedawcy marzeń.

Zgoda z WKZ (Wojewódzki Konserwator Zabytków) potrzebna jest w przypadku poszukiwania zabytków archeologicznych. Świadomego poszukiwania. Dodatkowo jest pewien haczyk, o którym nie powie wam przed zapisaniem się do stowarzyszenia żaden prezes… nie ma nagrody… w przeciwieństwie do przypadkowego znaleziska… choćby na grzybach czy rowerze. Kumaci zrozumieją.

Pozostaje też furtka formalna na firmę. Możecie wykonać usługę na umowę i fakturę, w której podejmujecie się sprzątania. Obowiązują was wszystkie powyższe zasady, ale macie podparcie w postaci dokumentów. To kolejna luka w naszym dziurawym i nietolerancyjnym prawie. Jakoś sobie trzeba radzić.

Stanowiska archeologiczne są kompletnie wyjęte spod naszych możliwości. Na nich nie wolno nam poszukiwać, chyba że pomagając archeologom w ich pracy co się też dzieje w świecie realnym. Nie dajcie się wciągnąć w podziały na Archeologów i Poszukiwaczy to jest świat, który nie może bez siebie istnieć. Tak jak przypadkowe odkrycia. Jeśli ktoś wam mówi, że jest inaczej to po prostu czerpie z tego zyski i nie znosi konkurencji.

6 komentarzy do: “Można szukać czy nie?

  1. “Dodatkowo jest pewien haczyk, o którym nie powie wam przed zapisaniem się do stowarzyszenia żaden prezes… nie ma nagrody… w przeciwieństwie do przypadkowego znaleziska… choćby na grzybach czy rowerze. Kumaci zrozumieją”
    W sumie to mi się najbardziej podoba z całego artykułu 😉

    Pozdrawiam serdecznie 😉

  2. Pozostaje jeszcze temat cichych stanowisk archeologicznych o których właściciel może nie mieć pojęcia. Zapytasz o zgodę, zgodę otrzymasz, kopiesz sobie na legalu aż nagle wjeżdża policja i zatrzymuje Cię za plądrowanie stanowisk archeologicznych. Co wtedy ? Uzyskanie informacji o tym czy dany teren jest objęty stanowiskiem czy nie jest bardzo trudne, czasami nawet sam właściciel działki tego nie wie, A żeby się dowiedzieć w urzędzie to trochę trzeba się nalatac. Nasuwa się jeszcze jedno pytanie, czy jeśli właściciel terenu nie wie że na jego dzialce znajduje się teren archeologiczny, to czy Policja też nie ma takich informacji?

  3. Niestety wszystko rozbija się o jedna rzecz – co do cholerki jest zabytkiem?? Jak mówi wszystkim znana ustawa – “nieruchomość lub rzecz ruchomą, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową”.
    Tu się niestety zaczynają schody. Bo niby kto powiedział, że jakiś archeolog czy sędzia nie stwierdzi, że znaleziona przez nas moneta z PRLu nie ma wartości naukowej ? Bo znajdzie się jakiś profesor, który stwierdzi, że od 40 lat prowadzi prace nad np. “zmianami cech monet polskich po drugiej wojnie światowej”, albo np. kto mi zagwarantuje, że znaleziona podkowa z lat 70-tych, nie będzie dla kogoś decyzyjnego “przejawem wielkiego artyzmu kowalstwa polskiego”, lub kto mnie zapewni, że znaleziony guzik z lat 80-tych, nie będzie dla kogoś “wielką historyczną sensacją naukową, gdyż nie spotykano takiego do tej pory na naszych ziemiach”. Wiem, na pierwszy rzut oka ktoś pomyśli, że bredzę, szkoda tylko że w naszym kraju nie takie rzeczy miały miejsce…Dopóki nie będzie jasno sprecyzowanej definicji zabytku (bo w rzeczywistości nadgorliwiec mógłby WSZYSTKO pod taką definicję podciągnąć), nie ma mowy o legalności poszukiwań tylko za zgodą właściciela terenu…

    1. Nie dajmy się zwariować. Takie teorie trzeba czym poprzeć w sądzie, jedna praca naukowa o tym nie przesądza. Wiadomo, że brak przepisów dokładnych to jest kompletna patologia i tu się zgodzę. Pamiętać też, że osoby skazane prawomocnie czy nie to promil. Są organizacje którym ten stan jest na rękę by dalej czerpać z tego zyski.

      1. Powiadasz, że takie teorie trzeba poprzeć w sądzie ? Oczywiście, ale sam piszesz “w sądzie”. Czyli trzeba się liczyć z tym, że do tego sądu ktoś każe nam się stawić, a jak wygląda system sądownictwa w kraju wszyscy wiemy 😉 Głupia sprawa o taką monetę czy podkowę (lub cokolwiek innego) może się ciągnąć miesiącami bądź latami, aż ktoś w miarę rozgarnięty powie “ok, nie było tematu, nie zostanie Pan oskarżony”… Dla wielu takie ciąganie po sądach może być sporym problemem, traumatycznym przeżyciem. Nie można tego bagatelizować. W sądzie nie powiemy przecież “nie dajmy się zwariować” (choć pewnie powinniśmy). Przepisy zawsze mieliśmy konstruowane w taki sposób, aby w razie czego każdemu można było dopierdzielić. Oczywiście jest w nich masa luk, które pozwalają też każdemu (no dobra -prawie każdemu) się wywinąć, ale na to potrzeba z reguły sporych środków finansowych, których większość nie posiada :/

        1. To są marginalne przypadki. Tylko zmiana prawa może to zmienić. Niestety ci którzy niby o nią walczą mają przeciwne priorytety.

Leave a Reply