Opublikowano Dodaj komentarz

Nexus Standard MPv3

Nexus Standard MPv3 to kolejne wcielenie detektora metali sławnego już producenta. Georgi to prawdziwy geniusz i nie mam co do tego wątpliwości.

Nowy wykrywacz nie dla każdego i nie z powodu jego ceny. Chodzi o obsługę i zrozumienie i poświęcenie czasu. To bardzo trudne urządzenie. Jest to technologia IB (Induction Balance).

Detektor metalu IB, jest zdolny do rozróżniania różnych rodzajów przedmiotów metalowych, takich jak kapsle od butelek i monety, poprzez rozróżnianie amplitudy odpowiadających im sygnałów odbiorczych. Dodatkowo detektor wyposażony jest w regulację strojenia, która służy do eliminacji wpływu zakłóceń podłoża z dużą zawartością żelaza i mineralizacji.

Tak w skrócie i mocnym uproszczeniu. Co to daje? Możliwość pracy w otoczeniu z dużą ilością żelaza i mineralizacji podłoża!

Niestety wymaga to sporej wiedzy i świadomości operatora do poziomu pełnego zrozumienia maszyny. Czas i doświadczenie plus pokora i skupienie. Innej drogi nie ma. Jeden błąd w ustawieniach i sypie się nam cały misternie ułożony domek z kart.

Nexus Standard MPv3 to typowy gałkowiec, gdzie rolę identyfikacji przejmuje wielokolorowy wyświetlacz LED. Poza dodatkowym audio do wyboru typu VCO mamy pokrętło kalibracji identyfikacji, dyskryminację, kalibrację do gruntu zgrubną, dokładną, przełącznik mineralizacji… jest tego trochę i niełatwo się w tym połapać. Jestem pełny optymizmu, a producent udzielił mi pełnego wsparcia. Pamiętajcie o subskrypcji. Czas zmierzyć się z tą bestią. Zobaczymy, jak mi pójdzie. Odwagi dodaje fakt, że w zestawie jest podwójna sonda 2x 10 cali tzw. motyl o niskiej częstotliwości co ma się przełożyć na głębokości nie osiągalne dla innych znanych mi urządzeń. Zobaczymy.

Poniżej opis funkcji i kalibracji obrazujący jak skomplikowane jest to urządzenie.

Kalibracja do do gruntu. GB w MP V3 jest podzielone na dwa pokrętła  — GB Fine i GB Coarse. Regulacja dokładna to 10 obrotów w celu dostrojenia precyzyjnego, regulacja zgrubna to jeden obrót w celu dostrojenia zgrubnego.
W celu ustawienia balans gruntu, obróć oba pokrętła GB do pozycji 10, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Poruszając sondą w górę i w dół, obracaj Coarse GB w lewo (przeciwnie do ruchu wskazówek zegara), aż detektor wygeneruje miękki sygnał podczas opadania sondy.
Następnie dostrój z GB Fine, obracając go w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Kontynuuj dostrajanie GB w końcowej fazie tylko z pomocą GB Fine.

Możesz też zrobić GB w odwrotnej kolejności. Obróć oba pokrętła do 0, całkowicie w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Następnie dostosuj GB Coarse, aż uzyskasz miękki sygnał, gdy sonda będzie się podnosiła, a następnie dostosuj GB Fine. Kontrola dyskryminacji MP V3 musi być ustawiona gdzieś około 3-4 na skali (podobnie do MkII), aby uniknąć kopania żelaza. Najlepiej dobrać ustawienie na miejscu po sprawdzeniu kilku sygnałów.

W przeciwieństwie do MkII, dyskryminacja MP V3 jest bardzo miękka i wiele wybacza, oznacza to, że nie ma niebezpieczeństwa zbyt dużego wycinania, wszystko odbywa się w bardzo małych krokach.

Pokrętło LC-MC SET służy do włączania/wyłączania miernika RGB LED oraz do regulacji punktu odcięcia pomiędzy przewodami niskimi (LC) i średnimi (MC). Jeśli ta kontrolka jest ustawiona w lewo (0), tylko najniższe przewodniki będą oznaczone kolorem zielonym – bite ręcznie złote monety, złote monety rzymskie, każda mała złota moneta lub artefakt, a także bardzo małe kawałki folii.

Wszystkie inne obiekty nieżelazne będą oznaczone albo z dodatkiem pomarańczowego (średnie przewodniki MC) lub białego/niebieskiego (wysokie przewodniki). Jeśli przekręcisz LC-MC SET w prawo, niektóre bite ręcznie srebrne monety będą oznaczone jako niskie przewodniki, jak również większość zaczepów.

Mineral Control może być używany tylko na silnie zmineralizowanym gruncie zawierającym magnetyt. MC Fine oznacza precyzyjną regulację mineralizacji. Czułość detektora zostanie nieznacznie zmniejszona, ale pozwoli to na osiągnięcie progu słyszalnego przedmiotów w pobliżu silnych źródeł zakłóceń spowodowanych mineralizacją.

Sygnał wiodący tzw. treshold w MP V3 powinien być ustawiony na minimalnym słyszalnym poziome przez cały czas jak stały, stabilny przydźwięk, tak aby najgłębsze małe obiekty mogły zostać wykryte, a wszystkie inne, dały naprawdę dobrą pewną reakcję.
Takie ustawienie zapewni, że V3 działa o wiele lepiej niż jakikolwiek inny istniejący wykrywacz, nawet MP V2 (który jest sam w sobie bestią).

Ustawienie VCO ma być używane tylko do identyfikacji niepewnych, głębokich przedmiotów w zaśmieconym gruncie. VCO należy ustawić tak, aby po prostu zapaliło się pierwsza zielona dioda LED. Spowoduje to ustawienie tonów VCO do słyszalnego poziomu pomiędzy tonami niskimi i wysokimi.

VCO to najlepszy sposób na identyfikację bardzo niepewnych (słabych sygnałów) celów na maksymalnej głębokości. Kiedy szukamy w zaśmieconym gruncie, sygnał wiodący musi być cichy, aby ciągłe używanie audio VCO nie było uciążliwe.

Jeśli zdobędziesz jedną z 11,5-calowych sond CC, przekonasz się, że V3 w trybie VCO jest nie do pokonania w miejscach przysypanych żelazem. Żadne cyfrowe detektory nie mogą zbliżyć się nawet na milę do tego, co ten wykrywacz V3 może zrobić z odpowiednią sondą tak twierdzi producent. Przekonamy się!

Ogólna rada to trzymać sondę około 10 cm nad ziemią we wszystkich miejscach i utrzymać stabilny sygnał wiodący. Gdy cel zostanie zlokalizowany, jeśli jest niepewny, opuść sondę bliżej ziemi. Jeśli miernik LED nic nie wskazuje, użyj audio VCO, aby sprawdzić cel.

Żelazo nie będzie wskazywane na mierniku RGB LED, chyba że kontrola dyskryminacji jest ustawiona na wartość bliską 0. W tym przypadku żelazo będzie wskazywane kolorem zielonym, tak jak wszystkie inne niskie przewodniki.

Test baterii pokaże poziomy od 10,5 V do 11,5 V. Tak więc, gdy test baterii pokazuje mniej niż pełny zielony pasek LED, oznacza to, że baterie zbliżają się kompletnego rozładowania.

Opublikowano Dodaj komentarz

Zakłócenia EMI

Zakłócenia EMI co to w zasadzie jest? Definicja jest dość rozległa i nieco zagmatwana dla osób nietechnicznych:

Zakłóceniem elektromagnetycznym (EMI) jest dowolny sygnał lub wypromieniowana w przestrzeń albo przesyłana przez przewody zasilania lub sygnałowe emisja, która stanowi zagrożenie dla funkcjonowania nawigacji radiowej bądź innych usług bezpieczeństwa lub poważnie pogarsza, blokuje bądź wielokrotnie przerywa licencjonowaną łączność radiową. Usługi komunikacji radiowej obejmują w szczególności emisję programów telewizyjnych i radiowych, usługi telefonii komórkowej, skanowanie radarowe, kontrolę lotów powietrznych, usługi przywoływania (pagery) oraz usługi komunikacji osobistej PCS (Personal Communication Services). Koncesjonowane usługi radiowe, takie jak stosowane w sieciach WLAN lub technologii Bluetooth, wraz z przypadkowymi nadajnikami, takimi jak urządzenia cyfrowe z systemami komputerowymi włącznie, składają się na środowisko elektromagnetyczne.

W naszym przypadku są to po prostu zakłócenia, które utrudniają, lub nawet uniemożliwiają pracę wykrywacza metali. Pół biedy, kiedy proces jest widoczny i urządzenie charakterystycznie się wzbudza generując sygnał celu i ID numeryczne. Wtedy wiemy, że mamy z nimi do czynienia i możemy podjąć odpowiednie środki. Jakie? Odstrojenie tzw. zmiana kanału, zmniejszenie czułości lub wybór innej częstotliwości pracy, jeśli mamy taką możliwość, bezpośrednie wyeliminowanie źródła zakłóceń takiego jak: telefony, nadajniki, elektryczne ogrodzenia dla zwierząt etc.

W trudnych przypadkach można użyć dyskryminacji i wyciąć zakłócenia, ale to jest tylko półśrodek. Tracimy na osiągach i tak już mocno ograniczonych od zakłóceń EMI. Towarzyszący nam kolega, może skutecznie odebrać nam szansę na znaleziska będąc nawet kilkanaście metrów dalej ze swoim detektorem! Nie dajcie się nabrać na grupowe szukanie, to tylko miłe spędzanie czasu na zlocie, na efekty nie ma co liczyć w takich warunkach. To mało prawdopodobne!

To była ta lepsza sytuacja, a jaka jest gorsza? Ciche zakłócenia. Te których nie widać, a wszystko wydaje się jak by było ok. Tracimy na osiągach, ale wykrywacz tego w żaden sposób nie sygnalizuje. Można położyć pod sondą monetę i urządzenie potrafi być kompletnie ślepe. Jak się przed tym bronić? To zależy od wielu, różnych czynników, a przede wszystkim od rodzaju urządzenia jakie posiadamy.

Prewencyjnie sprawdzamy inne programy i odstrajamy urządzenie co jakiś czas. Sprawdzamy sygnały z osobą obok, czy nasz wykrywacz daje sobie także z nimi radę.  To jedyna opcja. Maszyny typu SMF – mówiąc prosto wieloczęstotliwościowe pracują z reguły w dwóch lub więcej częstotliwościach, obrabianych przez oprogramowanie. W pewnych przypadkach może się okazać, że to co miało być wielką zaletą szeroka rozpiętość częstotliwości staje się wadą!

Przykładowo mamy program pracujący w zakresie od 5 do 40 kHz – idealny do szukania złota, tzn. niski przewodnik uczulony jest na wysoką częstotliwość, a srebro – wysoki przewodnik na niską. Dodatkowo wysoka częstotliwość radzi sobie z drobnymi rzeczami lepiej jaki i z większą mineralizacją podłoża. W przypadku niskiej częstotliwości lepiej sygnalizowane są przedmioty o większej objętości. Bajka. Nic nie pominiemy z tego co nas najbardziej interesuje!

Niestety w tej chwili nadciąga nasz największy wróg i eliminuje nam jedną z częstotliwości. Nie widząc tego tracimy 50% możliwości o tym nie wiedząc. Często programowanie i filtry z nim zaszyte dodatkowo stabilizują pracę detektora. Z tego powodu ważna jest prewencja opisana powyżej. Unikniemy w ten sposób błędnych opinii na temat sprzętu i niemiarodajnych testów zwłaszcza z torów testowych. Zakłócenia mogą nas wprowadzić w błąd i dlatego warto spędzić wiele godzin sprawdzając różne warianty ustawień w terenie w zróżnicowanych warunkach!

Pamiętajcie o komentowaniu pod tym artykułem i o naszych mediach społecznościowych.

Opublikowano Dodaj komentarz

XP z panelem czy bez?

Pytanie jest proste z panelem czy bez? ORX, DEUS, DEUS II występują w wersji lite, gdzie miejsce sterującej elektroniki zajmują słuchawki bezprzewodowe, także z przyciskami i wyświetlaczem. Zatem jaki zestaw wybrać? Na logikę najlepszy i pełny, niestety różnica w cenie jest spora, a z drugiej strony trzeba później więcej dopłacić by dokupić panel. I tak źle i tak niedobrze. Jaką zatem decyzję podjąć?!

Jeśli ma to być pierwszy wykrywacz, to spokojnie możemy zrezygnować z tego dodatku. Dlaczego? Z prostego powodu, musimy chodzić na słuch i nie mamy wyświetlacza z numerami ID czy wykresem. Uczymy się organoleptycznie od zera tak jak trzeba – czyli na słuch! To tylko procentuje i podnosi nasze umiejętności. Takie opanowanie sprzętu sporo daje i pozwala uniknąć błędów na początku drogi. Drugi plus to nie tracenie czasu na przestawianie urządzenia, kiedy nie do końca rozumiemy pewne funkcje i zależności – mniejsza szansa na złe ustawienie i pomijanie przedmiotów. Na koniec ostatnia sprawa to strata masy, możemy żyć świadomością, że nasz sprzęt jest najlżejszy na świecie!

Jesteś zawansowany i chcesz robić update? Kup sobie panel to rozwiązanie jest dla ciebie! Jest jeszcze jedna opcja pracy ze sprzętem, wpierw słuch, a później weryfikacja na wykresie. Tak działają pewne programy i to się sprawdza.

Mamy doświadczenie i rozumiemy, jak działają wykrywacze, wtedy panel to szansa na wyciśnięcie dodatkowych możliwości, zmiany audio czy precyzyjnego dostosowania pod warunki czy własne preferencje.

Opublikowano Dodaj komentarz

Cichy zabójca

Są takie dni, kiedy w całej monotonii następuje olśnienie. I tym razem tak się stało. Wąski pas ziemi, własne zakopane dołki, śladu stóp i… bang! Pojawiają się sygnały, moneta za monetą. Nie żeby od razu jakieś spektakularne srebra. Popularesy, ale jaka satysfakcja!

Dotarła do mnie jedna jasna rzecz, która nurtowała mnie od dłuższego czasu, ale zacznijmy od samego początku. Premiera XP Deusa II i Nokta Makro The Legend, szereg filmów i opinii, i na dodatek mocno rozbieżnych. Sam posiadam oba urządzenia, więc przystąpiłem do testów. Pora roku kiepska. Lato. Gorąco i spore promieniowanie UV, które jak wiemy negatywnie oddziałuje na sondy. Jedno miejsce i ciągle ten sam efekt. Praca przez chwilę stabilna, a później trudno opanować urządzenie. Nie sygnalizuje zakłóceń, tylko ID skacze, trudno namierzyć cel, skala identyfikacji zapina się od początku do końca. Wtedy zrzuciłem to na UV i temperaturę, i po części na pewno tak było, ale nie uwzględniłem największej bolączki technologii SMF… zakłóceń EMI i to tych cichych, których nie widać.

W zwykłym urządzeniu VLF jedna częstotliwość jest łatwiejsza do opanowania pod względem zewnętrznych zakłóceń, więcej widać i mamy większą kontrolę. W przypadku urządzenia wieloczęstotliwościowego i na dodatek jednoczesnego już nie.

Przykładowo w dużym uproszczeniu, jeśli urządzanie używa dwóch częstotliwości i jedna z nich jest zakłócana i po prostu nie działa, nie mamy szansy na poprawną identyfikację, namierzanie i sygnalizację celu, a osiągach typu głębokość można zapomnieć.

Typowy przykład z moich testów to Minelab Equiniox 800 pod dwiema, równoległymi liniami wysokiego napięcia. Cichy i stabilny i zarazem płytki na 5 cm!

W przypadku Deusa II i The Legend spotkało mnie dokładnie to samo. Stąd opinie w Internecie, że sprzęt nie działa i jest do bani. Błąd! To zakłócenia EMI. Jak się można ich pozbyć i co zrobić, by praca z detektorem SMF była bezproblemowa?

Zaczynamy od odstrojenia od zakłóceń (z reguły skanowanie jest automatyczne). Warto ten proces przeprowadzać co jakiś czas tak na wszelki wypadek. Następny krok to czułość, schodzimy do poziomu stabilnej pracy wykrywacza i braku zakłóceń, wzbudzania. Wszyscy maniacy wykręcania na maksa, polegną w tym miejscu. Sygnał celu nie przebije się przez zakłócenia. To jak jazda samochodem na długich światłach we mgle. Samobójstwo. Następnie kalibracja do gruntu, poprawna i sprawdzona. Jak to zrobić znajdziecie na moim kanale na YouTube.

Jak zweryfikować? Jest na to metoda, poza efektywną i stabilną pracą i garścią monet w kieszeni, można użyć sygnału wiodącego tzw. tresholdu. Stabilny oznacza, że wykrywacza pracuje bez zakłóceń i sygnał jest poprawnie ustawiony.

Nie wierzycie? Film poniżej, na którym człowiek uruchamia XP Deusa I obok Deusa II. Po tym manewrze ostatnia wersja nie sygnalizuje w audio monety. Po odstrojeniu sygnał monety wraca!

YouTube player
Opublikowano Dodaj komentarz

Wielka Trójca

Pięć miesięcy intensywnych testów w terenie z nami. Obszar to 6000 m². Trzy urządzenia: Tarsacci MDT 8000, XP DEUS II i Nokta Makro The Legend. Zmienne warunki pogodowe, ale jak w to lecie bywa temperatura w okolicy od 23 do 30 stopni Celsjusza. W przypadku wykrywaczy DEUS II i The Legend promieniowanie UV i ogólne gorąco miało straszny wpływ na osiągi. Nie wiem czy to kwestia technologii SMF, ale oba urządzenia tracą mocno w takich warunkach. Objawia się to niestabilną pracą i trudnością ze znalezieniem celu. W przypadku detektora Tarsacci, który jest urządzeniem hybrydowym, czyli trochę VLF i trochę PI nie ma, aż takiego problemu. Sonda nie dryfuje, nie rozstraja się.

Warunki glebowe były ciężkie nie z powodu samej ziemi, która jest piaskowa, ale ze względu na sporą zawartość żelaza w postaci po osadniczego pyłu, gwoździ i kawałków ceramiki i gruzu. Współczesne śmieci należały w tym miejscu do rzadkości.

Ustawienie i opanowanie Tarsacci wymaga czasu i zrozumienia, nieco lepiej jest w przypadku XP DEUS II i The Legend. Ostatnie dwie maszyny więcej wybaczają i mają lepszą sygnalizację celu oraz zapięcie się na nim. Mówiąc wprost łatwiej się te cele wyłuskuje w trudnych warunkach.

Technologia hybrydowa oznacza mniejsze maskowanie i większą głębokość detekcji i to da się odczuć od razu. Stabilna praca nie osiągalna dla wykrywaczy typu SMF (choć i tak stabilnych) przekłada się na większy komfort poszukiwań dając dłuższy czas i większość ilość znalezisk. MDT 8000 to ten rodzaj sprzętu, który się kocha, albo nienawidzi.

W przypadku XP mamy sporo więcej opcji do wyboru. Audio i ergonomia powodują, że nie chce się tej piszczałki wypuścić z ręki. Po poświęceniu czasu na opanowaniu ustawień jest to świetny detektor do pracy w trudnym technicznie terenie, że sporą możliwością konfiguracji pod siebie.

The Legend nie ustępuję głębokością XP DEUS II i potrafi być czasami głębszy i bardziej przekonujący. Cena jest argumentem, ale ostatni update 1.09 zrobił swoje i mając do wyboru drugie tyle w przypadku produktu XP mocno bym się zastanawiał. Ergonomii już nic nie przebije, ale cała reszta może stać się w takim wypadku umowna.

Turecki producent zrobił niesamowite postępy i w tej chwili daje się wyłuskiwać monety w pobliżu żelaza, co jeszcze wcześniej nie było takie oczywiste! Filtry wraz z regulowaną prędkością tzw. recovery speed pozwalają lepiej i szybciej separować trudne cele. Urządzenie robi robotę, a w połączeniu z nowym audio działa naprawdę świetnie. Osobiście chodzę w trybie dwutonowym, ale Pitch czy 60 tonów to także alternatywa. Sonda 6” cali występująca w zestawie PRO PACK to idealne panaceum na śmietnik i wraz z niską masą kompensuje, że musimy się takim małym krążkiem sporo więcej i ciaśniej się namachać! Taki zestaw powoduje, że pod sondą nie znajduje się parę obiektów na raz i łatwiej namierzyć właściwy cel.

W zwykłych warunkach, bez starego żelaza, Nokta i XP sprawdzają się naprawdę dobrze i nie ustępują Tarsacci. Zabawa zaczyna się dopiero w trudnych warunkach, kiedy spod żelaza wyskakują monety. Wtedy robi się gorąco. Każdy Poszukiwacz dobrze zna taki stan…

Opublikowano Dodaj komentarz

Minelab Manticore nadchodzi!

Najnowszy wykrywacz metalu Minelab Manticroe. Czym zaskoczy nas Australijski producent? Czy to tylko odświeżony Equiniox czy fuzja technologii ze starego, dobrego modelu CTX3030? Czy rzeczywiście okaże się bestią jak deklaruje Minelab?! Dużo pytań i jeszcze mniej odpowiedzi. Możemy posłużyć się metodą dedukcji na podstawie filmu i screenshotów dostępnych w internecie. Zacznijmy od obejrzenia filmu reklamowego:

YouTube player

Jutro może wyjaśnić się więcej producent przewiduje konferencję video, pytanie co na niej będzie? Możliwe, że tylko spot reklamowy, a sama premiera odbędzie się na zlocie Detectival w UK jak co roku we wrześniu. Poniżej parę fotek. Podobieństwo do Equnioxa wydaje się nieprzypadkowe. Pytanie jak z ergonomią, bo ta nie była mocną stroną poprzedniego modelu – zwłaszcza wyważenie. Prosty stelaż teleskopowy to akurat plus.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poprawiono mocowanie sondy, a w zasadzie zupełnie zmieniono ideę działania. Taki sytem nie będzie miał problemu z łamaniem się mocowań:


Sonda na zdjęciu to M15, ale mam nadzieję, że rozmiar podstawowy to 11 cali. Podłokietnik i stelaż z prawdopodobnie z karbonu prezentują się bardzo dobrze. Pytanie jak masa i wyważenie całego zestawu?

Sam panel sterujący z wyświetlaczem to nieco zmodernizowana wersja Equnioxa, pierwsze, co uderza to graficzny model dyskryminacji znany z modelu CTX3030 oraz rozszerzona skala ID do 99. To już spora zmiana. Cała reszta pozostaje zagadką.

Minelab w ostatnim czasie wprowadził parę nowych patentów w oparciu o technologię znaną z modelu Equniox – MultiIQ. Czy to będzie jej rozwinięcie? Czy może fuzja ze znanym i lubianym z E-traca i CTX3030 FBS? To są tylko nasze pobożne życzenia. Czas pokaże. Miejmy nadzieję, że nie jest to desperacka próba obrony pozycji po premierach XP DEUS II i Nokta Makro The LEGEND, bo i taki scenariusz trzeba mieć z tyłu głowy!

Pamiętajcie o naszych mediach społecznościowych i komentowania pod tym artykułem!

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Nokta Makro The Legend prawdziwy SMF

Słownik Collinsa definiuje słowo „legenda” w następujący sposób: Jeśli odnosisz się do kogoś jako do legendy, oznacza to, że jest bardzo znany i podziwiany przez wiele osób. To definicja, która z pewnością obejmuje wykrywacz metali Nokta – oznacza zarówno sławny, jak i powszechnie podziwiany.

Istnieją detektory wieloczęstotliwościowe (MF) i istnieją jednoczesne detektory wieloczęstotliwościowe (SMF). Obaj mają swoich zwolenników, więc co jest najlepsze? Zależy to całkowicie od tego, gdzie regularnie się szuka i jak się szuka, nie zapominając o innych aspektach zabawy. Obejmą one uwzględnienie wsparcia posprzedażowego, akcesoriów, takich jak sondy, naprawy gwarancyjne, a nawet reputację sprzedawcy.

Detektory MF oferują operatorom szereg częstotliwości od 4kHz do 81kHz, w zależności od marki i modelu. To, czego MF nie robią, to generowanie wielu częstotliwości jednocześnie, w przeciwieństwie do SMF. Ponieważ MF transmitują jedną wybraną częstotliwość na raz, ich elektroniczne systemy analizy celu są mniej złożone, a co za tym idzie tańsze w produkcji. Znajduje to zwykle odzwierciedlenie w ich znacznie niższej cenie. Wielu wytrawnych wielbicieli MF woli dostroić swoje detektory do częstotliwości, która najlepiej odpowiada poszukiwanemu przez nich typowi celu… np.: złoto, bite srebrne monety, miedziane, a nawet przedmioty żelazne.

Nokta Legend to prawdziwy SMF transmitujący synchronicznie częstotliwości 4kHz, 10kHz, 15kHz, 20kHz i 40kHz. Czemu? Prosty. SMF to system typu „catch-all”. Niższe częstotliwości wnikają głębiej w ziemię/mokry piasek, podczas gdy wyższe – choć nieco mniej – są bardziej wrażliwe na drobne przedmioty ze złota. Opcja pojedynczej częstotliwości MF jest również dostępna dla użytkownika.

W cenie około 3835 zł wraz z „ofertami promocyjnymi”, które obejmują dodatkowe sondy i inne akcesoria, trudno się dziwić, że Legend jest tak wysoko ceniony. Nie daj się oszukać, to zaawansowany technologicznie wykrywacz z funkcjami zwykle dostępnymi tylko na rynku detektorów o wartości ponad 7000 zł. To, co go wyróżnia, to fakt, że ma średnią cenę.

Z komercyjnego punktu widzenia jest to cholernie mocna mieszanka. Nokta umieściła elektronikę Legend w tej samej obudowie, co którą posiada model Simplex+. Jakość wykonania i architektura są typowe dla tureckiego producenta. Model wyprodukowano solidne i w oparciu o zdobytym doświadczeniem w produkcji innych wykrywaczy. Jak mówią marynarze o jachtach: „Jeśli wygląda dobrze, to będzie dobrze pływać.”

Tam, gdzie mamy śmieci i żelazo, powinno się używać małej sondy, a każdy, kto przeszukuje linię brzegową, wie o czym mowa. Poszukiwacze plażowi często unikają zaśmieconych obszarów jak zarazy. Inni twardziele pracują w tych warunkach, przesuwając możliwości swoich urządzeń do granic możliwości.

Sondy o dużej średnicy nie są moim idealnym wyborem na zaśmieconych obszarach, ze względu na jedną poważną wadę: podatność na „maskowanie celu”. W przypadku, kiedy mamy dwa obiekty – jeden śmieć, a drugi np.: złoty pierścień – oba wchodzące w pole pracy, a przedmiot będący śmieciem, często jest silniejszym sygnałem z tych dwóch i „maskuje” złoto. Niektóre obszary nie tylko wyładowane po brzegi śmieciami i wszelkiego rodzaju metalowymi przedmiotami, ale także zagubioną biżuterią. Nic dziwnego, że miejsca te są prawie niemożliwe do przeszukania za pomocą sond o dużej średnicy i mam na myśli także sondę 11-calową Legenda. Jak można się spodziewać, wielu Poszukiwaczy omija zaśmiecone tereny szerokim łukiem. Kluczem do odblokowania fantów jest sonda o małej średnicy nie większej niż sześć cali. Prawdopodobieństwo, że dwa cele wpadną w małą średnicę małej sondy, jest znacznie mniej prawdopodobne.

Mam nadzieję, że 6-calowa sonda NM (LG15) będzie się wyróżniać, podobnie jak eliptyczna 9,5″x5″ (SP24) używana w moim Simplex+.

To oczywiste, że elektronika i woda to kiepskie zestawienie. Tak więc, jeśli zabierasz swój drogi wykrywacz metali w dowolne miejsce w pobliżu wody, zwłaszcza tej słonej, to musi być wodoodporny, aby przetrwać przypadkowe zanurzenie. The Legend jest w pełni odporny do trzech metrów. Dla maniaków nurkowania można dokupić słuchawki do nurkowania na kablu. Tak te same co od Simplex+.

Opublikowano 1 komentarz

Szukamy Wunderwaffe Hitlera

Wraz z Trójmiejskimi Odkrywcami mieliśmy okazję szukać prawie 7 tonowego pocisku od Legendarnego działa DORA. Więcej zobaczycie na Polsat Play. Poniżej informacje na temat samego szokującego wynalazku Adolfa Hitlera.

Działo kolejowe “Dora” było jedną z tajnych broni III Rzeszy, największym działem kolejowym, jakie kiedykolwiek powstało w historii. Prace nad tą bronią rozpoczęto w Niemczech w 1937 r. na zlecenie Urzędu Uzbrojenia Wojsk Lądowych. Zadanie skonstruowania działa, którego pociski miały przebijać ściany żelbetonowe grubości kilku m i płyty pancerne o grubości 1 m, powierzono firmie Krupp. Gorącym orędownikiem jego budowy był sam Adolf Hitler, określający broń “Pogromcą Linii Maginota”. Problemy natury technologicznej, szczególnie związane z wykuciem i obróbką lufy działa, spowodowały znaczne opóźnienia. Nierealne stało się dotrzymanie pierwotnego terminu zakończenia prac – na wiosnę 1940 r. Prace nad lufą działa dobiegły końca dopiero latem 1941 r. 25 listopada tego roku na poligonie w Rügenwalde (Darłowo) w pełni ukończone działo oddało swój pierwszy wystrzał. Kierownictwo firmy Krupp dla uczczenia Gustawa Kruppa nadało broni nazwę “Gustav Gerät”.

W styczniu 1942 r. sformowano 672. dywizjon artylerii kolejowej, który został uzbrojony w działo kal. 800 mm. Żołnierze ochrzcili broń nową nazwą “Dora”. Działo o masie całkowitej 1350 t (!) było transportowane na miejsce przewidzianej akcji bojowej drogą kolejową, po uprzednim demontażu. Osobno przewożono zamek, wewnętrzną wkładkę lufy, płaszcz, kołyskę i łoże górne. Na stanowisku ogniowym “Dora” poruszała się po dwóch równoległych do siebie torach kolejowych, przechodzących w pewnym momencie w zakręt. Ponieważ boczne ruch luf nie były możliwe, działo kierowano na cel przetaczając je po zakręcie torów aż do uzyskania odpowiedniego położenia.

Chrztem bojowym monstrualnego działa był udział w operacji “Störfang” – szturmie Sewastopola w czerwcu 1942 r. Stanowisko ogniowe “Dory” pod Sewastopolem znajdowało się 2 km na południe od miejscowości Bachczysaraj. Prace związane z jego przygotowaniem trwały 4 tygodnie. 26 maja działo skierowano na stanowisko i rozpoczęto jego montaż. Od 5 do 17 czerwca wystrzelono w kierunku sowieckich umocnień 48 granatów przeciwpancernych, a pod koniec miesiąca dodatkowo 5 granatów burzących. Największym sukcesem było zniszczenie składów amunicji, ukrytych 30 m pod ziemią w rejonie Zatoki Północnej. Jednak ogólnie rezultaty ostrzału rozczarowały. Wielki rozrzut pocisków uniemożliwiał celne, punkowe niszczenie wybranych żelbetonowych umocnień.
Ostrzał Sewastopola okazał się jedyną akcja bojową “Dory” w latach II wojny światowej. Drugie działo kal. 800 mm, ukończone na początku 1943 r. i noszące nazwę “Schwerer Gustav 2”, również nie oddało już strzału do nieprzyjacielskich obiektów. Rozwój techniki rakietowej spowodował, że ogromne, łatwe do zlokalizowania i zniszczenia przez lotnictwo działa kolejowe, okazały się w końcowych latach II wojny światowej anachronizmem i zasługiwały tylko na miano kosztownej ciekawostki technicznej.

Dane taktyczno-techniczne działa kolejowego “Dora”:
kaliber: 800 mm; długość lufy: 32,48 m; masa granatu ppanc.: 7,1 t; masa ładunku wybuchowego: 250 kg; prędkość początkowa pocisku: 720 m/s; donośność maksymalna granatu ppanc.: 38 km; zdolność przebijania ścian żelbetonowych o grubości 8 m; szybkostrzelność: 3 strz./godz.; masa całkowita działa: 1350 t; obsługa: 500 ludzi.

Opublikowano Dodaj komentarz

Głębokie srebro

Tutaj nie pomoże nawet śląski Indiana Jones! Głębokie srebro w zatopione w morzu żelaza? Jaki sprzęt ma tam szanse… trudny wybór, nawet najnowocześniejsze urządzenia odpadają w przedbiegach. To są najgorsze możliwe warunki, pył żelazny, gwoździe, ceramika, współczesne śmieci i kamienie magnetyczne. Można próbować za pomocą wykrywacza Tarsacci MDT 8000 i ten sprawdzi się tam świetnie, ale kogo stać na wydanie 8000 zł? Niewielu. To wiemy.

Jest jeszcze jedna opcja. Prawie połowę tańsza i dziś kompletnie zapominania. Detektor nieistniejącej już i nieodżałowanej firmy Whites. Dziś mam zaszczyt przedstawić wam Whitesa TDI. Taadaaam!!!

Stary i ciężki to pierwsze rzuca się w oczy. No dobra ma mocowanie na pasek i można go odpiąć od stelaża…, ale i tak mamy kabel….

Pancerna puszka i parę gramów tworzywa w pokrętłach. Teraz już nikt tak nie robi. Urządzenie może być wykorzystane jako broń biała.

YouTube player

 

Jest twardo, ale co więcej? To urządzenie typu PI, czyli impulsowe, w grę wchodzi indukcyjność poszukiwanych przedmiotów. Co to nam daje? Zero wrażliwości na drobne i średnie żelazo, typu gwoździe, wysoką mineralizację – glina czy ziemie magnetyczne oraz ekstremalne zasolenie. Kamienie magnetyczne i ceramika także. Co to oznacza? Praktycznie brak maskowania! Czyli będzie słychać srebro pod warstwą gwoździ? Tak do pewnego stopnia i bez porównania z innymi współczesnymi urządzeniami…, ale jest pewien haczyk. Praktycznie brak dyskryminacji.

Może inaczej jest dyskryminacja oparta na indukcyjności celu – przedmiotu. Niestety niezbyt precyzyjna. To nie popularne urządzenie VLF! Można podzielić za pomocą przełącznika na niskie i wysokie przewodniki. Gwoździe i srebro są sygnalizowane odpowiednio niskim i wysokim tonem. Niestety niższe przewodniki typu mosiądz, aluminium, miedź czy złoto niskim takim jak żelazo. Dodatkowo duże kawałki żelaza będą często oszukiwały nas na kolor, czyli ton wysoki. Trzeba trochę czasu by się wsłuchać i wyłuskać różnicę. Nie zawsze to się udaje.

Zatem czy ma to sens. I tak i nie. Tak jeśli mamy miejsce, które przestało produkować i szukamy cienkich i srebrnych starych monet, które leżą głęboko obok żelaza i zwykły sprzęt nawet ten z wyżej półki ich nie sygnalizuje.

W ten sposób z przechodzonego miejsca spod kutego gwoździa można wyciągnąć srebrną monetę i to daje do myślenia! Inny wykrywacz z powodu nagromadzenia kamieni, ceramiki, żelaza i innych niższych przewodników ciężko sobie radzi, albo ma problem z separacją, celów, albo po zwiększeniu reaktywności staje się przeraźliwie płytki.  Sytuacji nie ułatwia cała reszta czynników, która powoduje zapychanie urządzenia i liczne zakłócenia.

Gdyby teren był czysty można by szukać złotych samorodków lub nawet monet z tego szlachetnego kruszcu, niestety w większości przypadków nie jest.

W takiej sytuacji pozostaje nam, miękkie analogowe audio Whitesa TDI, które przyjemnie kołysze w terenie. Prawdziwa muzyka dla uszu.

 

 

Opublikowano 1 komentarz

Tor testowy czy wiedza praktyczna?

Swego czasu miałem masę zapytań, dlaczego nie mam toru testowego. Z prostego powodu to nie działa. Tak nie działa. Można porównać razem tego samego dnia wykrawacze i będzie to nadal test poglądowy nie porównawczy. Z prostego powodu, czynniki zewnętrzne mają wpływ na to co się dzieje z detektorem. Temperatura i promieniowanie UV zmienia wszystko, jak do tego dodamy procesy zachodzące w glebie pod wypływem tych czynników mamy pełny obraz.

Pamiętam jak pewnego dnia udaliśmy się na starą miejscówkę po deszczu. Temperatura spadła poniżej 20 stopni Celsjusza i ziemia była wilgotna. Monety zaczęły wyskakiwać jak grzyby po deszczu. Tydzień później przy około 28 stopniach nie wyszło nic, ale w kolejnym tygodniu przy 23 stopniach wyszły kolejne!

Chodziliśmy po swoich śladach. Do tego dochodzą zakłócenia EMI, te ciche i te które możemy zaobserwować. Wystarczy, że jakiś nadajnik będzie wysyłał pakiety danych i można wracać do domu. Pół biedy jak widać to i słychać po zachowaniu urządzenia, niestety ciche EMI po prostu odcina możliwość detekcji o czym nawet nie wiem. W takiej chwili wystarczyłoby położyć monetę na powierzchni i urządzenie jej po prostu nie widzi.

Ciepło powoduje dryft sondy mimo licznych patentów kompensujących ten stan od malowania na kolor biały, po zmiany w elektronice czy oprogramowaniu. Najlepiej słychać to po sygnale wiodącym, jeśli taką opcję posiadamy.

Kolejny przykład. XP DEUS II. Program RELIC wszystko ustawione pod miejscówkę. Pierwsze 20 minut rewelacja. Stabilne audio, sygnał wiodący. Po 20 minutach mimo odstrajania zakłóceń co 20 minut już ni jest fajnie. Czuję wyraźnie pogorszenie osiągów i stabilności pracy. Widać to po sygnale wiodącym, który wyraźnie faluje przy przemiataniu po czystym obszarze… znaczy umownie czystym, bo pełnym żelaza.

Także tylko praca w zróżnicowanych warunkach daje pełny obraz urządzenia, nie dajcie się nabrać na sztuczki testerów, którzy nie poświęcili urządzeniu minimum 200 godzin w różnych warunkach. Prawdziwa wiedza przychodzi po 2000 godzin i wtedy też powstają pytania co jest procesem naturalnym.

Zachęcam do pytań pod tym artykułem.

 

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Tracking czy nie Tracking?

Kalibracja do gruntu to podstawa, gwarantująca pracę detektora w trudnych warunkach, można ją przeprowadzić ręcznie lub automatycznie. Pozostaje jeszcze Tracking czyli funkcja ciągłego śledzenia gruntu.

Dobra na czyste podłoża, których mineralizacja często się zmienia w krótkim okresie czasu. Jest też wada, można łapać fałszywe sygnały, a obiekty będą wymagały parokrotnego przemiatania dla wygenerowania właściwego sygnału. Tracking może kompletnie się pogubić na kamieniach magnetycznych czy przy dużej ilości ceramiki i żelaza. Duże zaśmiecenie też utrudnia sprawę, wszystko to kwestia algorytmów pracy i towarzyszących filtrów. Wartości mogą być uśredniane i wtedy właśnie pojawiają się fałszywe sygnały.

Ręczne strojenie daje największą gwarancję prawidłowej kalibracji wykrywacza metalu do podłoża. Niestety są też miejsca, gdzie ilość żelaza utrudnia kalibrację ręczną i automatyczną i wtedy warto uruchomić Tracking… tak tylko trzeba zrobić to mądrze.

Patrzymy na wartości i jeśli jedna wartość przewija się cały czas, wystarczy wyłączyć śledzenie gruntu. Gotowe! Mamy wartość, której szukaliśmy. Automat zrobił to za nas! Pozostaje sprawdzić to co jakiś czas. Jak? W prosty sposób pompujemy sondą w trakcie poszukiwania nad czystym miejscem, jak sygnał się zmienia lub słyszymy nadmierną odpowiedź od gruntu stroimy ponownie.

Dobre ustawienie to kluczowa sprawa dla stabilnej pracy i prawidłowego sygnału dla danego przedmiotu i godnej głębokości i musimy za każdym razem o tym pamiętać.

Opublikowano Dodaj komentarz

Nowy Garrett AXIOM następca ATX’a?!

Wczoraj firma GARRETT przedstawiła nowy wykrywacz impulsowy model AXIOM. Lekka sztyca i panel znany z APEXA. Elektronika przypomina ATXa, który jest świetnym urządzeniem, ale niestety trudnym w obsłudze ze względu na skomplikowany panel z przyciskami oraz samą masę.

Nowy detektor posiada opcję sprawdzania żelaza IRON CHECK oraz dwa rodzaje dźwięku: PWM i VCO do wyboru! Posiada też możliwość dostosowania pulsu do wielkości poszukiwanych przedmiotów. Wybieramy czy mają być to złote samorodki czy jakieś większe relikty, a kończymy na dużych gabarytach. Regulowana jest prędkość odświeżania obiektów dla zachowania stabilności w zróżnicowanym terenie. Do wyboru 3 rozmiary sond i każda w wersji DD lub mono. Słuchawki bezprzewodowe MS-3 także będą działały z AXIOM’em.

Dlaczego to takie istotne? Urządzenia PI (Pulse Induction) są idealne na trudne zmineralizowane i pełne żelaza tereny. Nie poddają się tak łatwo efektowy maskowania. Niestety nie posiadają do końca sprawnej dyskryminacji.

YouTube player

 

YouTube player
Opublikowano Dodaj komentarz

Tarsacci MDT 8000 REX!

Inna technologia i zupełnie inne możliwości, ale dopiero w odpowiednim miejscu to przewaga wykrywacza Tarsacci MDT 8000, która miażdży konkurencję! Nie wierzysz? Marketingowy bełkot? Poczytaj zagraniczne fora, zwłaszcza z USA… to tylko najlepsze opinie, ale są też wady.

Ten sprzęt jak każdy inny wymaga nieco czasu i zrozumienia, to nie jest model z najniższej półki typu włącz i zapomnij. Trzeba poświęcić trochę czasu, ale później efekty mówią same za siebie. Jest jeszcze jeden mały szkopuł. Wyrywacz metalu Tarsacci MDT 8000 w zwykłych warunkach typu niska mineralizacja gleby czy brak koksu, żelaza i folii nie wykaże się niczym spektakularnym. Tak. Musisz mieć miejsce pełne żelaza, ceramiki, koksu, żulu, kamieni magnetycznych i podobnego badziewia i to wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa! Chrzanię głupoty?! Pewnie chce sprzedać…?! Nic z tych rzeczy, parę tygodni na tym samym miejscu w kółko idąc po swoich śladach. Do tego różne inne sprzęty konkurencji, zmiana operatorów, pogody, a obszar nietknięty ręką człowieka od 40 lat. Tylko koszona trawa. Nawet zmiana orientacji chodzenia po swoich śladach, kopanie na starych dołkach – swoich dołkach (teren ogrodzony)!

Efekt? Miazga! Szok i zdumienie. Wyniki mówią same za siebie, konkurencyjne detektory na różnych programach to 3 do 5 monet, a Tarsacci?! Dwa razy więcej i to za każdym razem w tym samym miejscu!
Ostatnie poszukiwania i już tylko ten wykrywacz daje radę. Kosmos i odjazd za razem! Jak to możliwe, że z  ponad 30 cm spod warstwy nalotu żelaza, gwoździ i ceramiki słychać srebrną monetę? Dwa inne urządzenia nie sygnalizują nic poza żelazem lub działają na granicy możliwości choć są idealnie ustawione, mają wyraźny problem. Sondy zaczynają dryfować i żelazo zawija się wokół skali, po środku bije ceramika i kamienia. Upiorna uwertura, nie ma szans z kakofonią dźwięków generowanych jak z karabinu maszynowego!

Technologia hybrydowa pozwala widzieć przez to żelazo w pewnym stopniu. Podatność na rzeczy maskujące jest mniejsza. Wiadomo nie w 100%, ale to i tak lepiej niż najnowsze wykrywacze metalu z najwyższej możliwej półki. To robi sporą różnice i naprawdę działa!

Opublikowano Dodaj komentarz

Nowy czy używany wykrywacz?

Używany czy nowy wykrywacz? Ktoś powie, że to kwestia pieniędzy i będzie w tym dużo prawdy, ale czy aby na pewno tylko nowe urządzenia są najlepszym rozwiązaniem?

Czysto racjonalnie patrząc, nowy oznacza mniejsze ryzyko i gwarancję spokoju i to na minimum 24 miesiące. To także najnowsza technologia niedostępna w poprzednich latach, mniejsza masa, kompaktowość, ergonomia.

Są detektory, których nie kupimy współcześnie. Dobrym przykładam jest model TDI nie istniejącej już firmy Whites Electronics. Genialne w swojej prostocie urządzenie impulsowe, głębokie i szybkie. Obecnie brak dobrego odpowiednika pod względem funkcjonalności i ceny. Dlaczego firma Garrett obecny właściciel Whitesa nie myśli o wznowieniu produkcji?!

Zawsze istnieje ryzyko kupienia urządzenia uszkodzonego z drugiej ręki, ale można oszukać przeznaczanie i spróbować kupić sprzęt demo lub powystawowy. W USA są firmy serwisujące urządzenia dużych producentów, tam powinniśmy skierować swoje kroki w pierwszej kolejności.

Często starsze modele nie odstępują jakością wykonania od najnowszych produkcji. Warto jednak sprawdzić urządzenie przed zakupem i nawet jeśli sami nie umiemy poprosić kogoś doświadczonego. Unikniemy problemów z kosztowną naprawą, często już nie możliwą.

Stare nie znaczy zawsze gorsze, Whites Spectra, Nautilius, niektóre modele TESORO czy Minelaba to klasa sama w sobie. Ok, pewnie, że wolniejsze, i na krócej starcza bateria, ale nie dotknęła ich jeszcze ręka sprawnych księgowych i speców od marketingów szukających wszędzie drogi na skróty i krojenia kosztów!

Komis